W czym pisać?

Pon, 18 Lis 2019 • Varia

Czasy się zmieniają. Kiedyś pisałem tylko na papierze. Potem zacząłem co nieco na komputerowej klawiaturze, ale w sumie chyba niewiele pisałem. Dziś najwięcej czytam i piszę w telefonie. Stąd tytułowe pytanie.

Jeszcze względnie niedawno bywało, że jeśli chciałem przygotować jakiś tekst, to pisałem go w drodze w telefonie w Gmailu. Takie rozwiązanie ma kilka zalet: synchronizacja, bezpośrednia możliwość wysłania tekstu, żadnych dodatkowych kombinacji z uprawnieniami, aplikacja nie tworzy dodatkowych katalogów na pliki w pamięci urządzenia. Wady zaś – jak dla mnie – były trzy: trudność z panowaniem nad formatowaniem, nieoczywiste zarządzanie takimi tekstami, brak licznika znaków lub słów. Napisany w Gmailu tekst szybko trafiał do komputera, gdzie go finalizowałem (korekta itp.). A gdyby tak spróbować pozbyć się wad rezygnując ewentualnie z jakichś zalet?

Pierwotnie chciałem tu szczegółowo opisać sporą grupę aplikacji, ale ostatecznie postanowiłem podejść do tematu w sposób lżejszy ze zwróceniem uwagi na funkcjonalności, które wydają się mi potrzebne. Zanim sam zacząłem sprawdzać, to przeczytałem kilka poradników z serii „jaki edytor dla pisarza”. Niestety, wiele z nich adresowanych było do tych piszących na urządzeniach raczej stacjonarnych, a ja chciałem na mobilnych: telefon, tablet.

Wymagania, które określiłem sobie w trakcie prób to: automatyczne zapisywanie, możliwość eksportu pliku txt, dostępna opcja backupu w chmurze, licznik znaków widoczny w trakcie pisania, ciemny motyw (nie totalnie czarny), druk wprost z aplikacji (np. do pliku pdf), prosty interfejs najlepiej zgodny z Material Design, względnie niewielkie zapotrzebowanie na pamięć (powiedzmy do 20 MB po instalacji).

Jednym pierwszych, który trafił na tapetę był txtpad. Brak licznika znaków i za czarne tło nie zachęciły. Obsługa jednak wygodna, teksty zapisywane w plikach txt w wybranym miejscu. Brak jakiejkolwiek synchronizacji czy backupu, ale to w sumie można nadrobić inną aplikacją. Program sam zapisuje tekst, ale dopisuje do nazwy wówczas datę i godzinę, co oznacza, że dość szybko w pamięci telefonów znajdzie się wiele plików. Natomiast, żeby mieć treść zapisaną w pierwotnym pliku, trzeba klikać ikonkę dyskietki. I to właśnie załatwiło ten tekst pisany właśnie w txtpad. Miałem prawie kompletną notatkę napisaną, ale backup nie zadziałał i po paru dniach okazało się, że mam tylko jedną trzecią tekstu. Szkoda, bo aplikacja zajmuje ok. 8 MB po instalacji i może nawet przebolałbym brak licznika znaków. Niestety, pisząc w telefonie bywa, że go po prostu odkładam i nie widzę tego, bym miał za każdym razem pamiętać o ikonce z dyskietką.

Następnie poszła seria aplikacji powiązanych z różnymi serwisami. Tu sprawa była prosta. Skoro nie ma opcji przetestowania bez zakładania konta, to dziękuję. To nie dla mnie. Nie lubię takiego przymusu.

Dalej do prób trafiły polecane kombajny: Novelist, JotterPad, Auctor, iA Writer, wavemaker, BookWriter, Writer Tools. Novelist uparcie twierdzi, że w systemie brak funkcjonalności do zapisu, backupu w chmurze itp. Może to przez to, że używam custom romu, ale inne aplikacje nie mają takich problemów. JotterPad oczekuje, że w ramach dostępu do dysku Google zgodzę się by miał dostęp do moich prywatnych informacji. Otóż, nie. Auctor ma na tyle niespójny graficznie interfejs, że mnie rozprasza, iA Writer nie przekonuje mnie w ogóle ze swoim eksportem do WordPressa i Medium, wavemaker jak się okazało wymaga instalacji Chrome’a i w nim się uruchamia, BookWriter uparcie twierdzi, że nie ma połączenia z internetem i nie pozwala nawet spróbować pisać, a Writer Tools wymaga zalogowania się by skorzystać z backupu. Z tej grupy zatem dla mnie żaden. Mógłby być JotterPad gdyby nie wątpliwości co do prywatności.

Pozostały na placu boju aplikacje mniejsze i prostsze: Monospace, Writer (com.jamesmc.writer), Writer Plus (com.easy4u.writer), Pure Writer, Writer (app.xeasec.writer). Pierwszy ma dziwną przypadłość. Gdy wracałem do pisania po jakiejś przerwie (np. kilkunastominutowej) i zaczynałem dopisywać dalej, to kursor nagle przeskakiwał w środek wcześniej napisanego tekstu, program zaznaczał jego fragment i dzięki temu nowa treść pojawiała się nie w tym miejscu, w którym miała, przy jednoczesnej utracie części tego, co napisałem wcześniej. Być może to moje niezgrabne paluchy czyniły, ale są aplikacje, w których się mi to nie zdarzyło. Dalej dwa Writery: com.jamesmc.writer i comeasy4u.writer. Pierwszy z nich to bodaj jeden z pierwszych edytorów obsługujących markdown, niestety bez trybu ciemnego, ale zajmujący po instalacji ok. 250 kB. Niestety, nie jest już rozwijany przez autora, nie ma opcji żadnego backupu. Drugi to rozwinięcie pierwszego, które w zasadzie wnosi tylko ciemny motyw i skromne zmiany w warstwie wizualnej. Za to aplikacja przytyła do 4 MB po instalacji. Nadal niewiele jak na współczesne aplikacje, ale dziwnie dużo jak na niewielkie zmiany w stosunku do pierwowzoru. Dzięki temu w rozważaniu pozostały dwie aplikacje: PureWriter i Writer (com.xeasec.writer). Odpowiednio ok. 24 MB i 13 MB. Obie mają to co lubię: tryb ciemny z rozsądnie dobranymi kolorami. Pierwsza posiada funkcje do zarządzania i organizacji całych książek w podziale na podrozdziały, druga pozwala to robić poprzez porządkowanie w folderach. Obie mają backup, ale PureWriter nie korzysta z dysku Google, choć obok Dropboksa (którego nie używam) pozwala na zapisywanie w chmurze poprzez WebDAV. Można więc połączyć go np. z NextCloudem na własnym serwerze. Writer natomiast ma backup tylko na dysku Google i do tego nieautomatyczny. Oba programy zapisują teksty w wewnętrznej bazie danych, tworzą swój katalog w pamięci urządzenia, mają sprawny eksport do txt i druk do pdf. Oba pozwalają korzystać z markdown. We Writerze jednak pisze się mi jakoś wygodniej. PureWriter wygrałby gdybym miał w końcu postawioną na serwerze własną chmurę.

We wszystkich aplikacjach, gdzie udało się dojść do edycji bez zakładania jakichś kont, brakowało mi słownika i podkreślania błędów. Skoro na urządzenia mobilne powstają edytory dla programistów z kolorowaniem składni, to nie widzę problemu w tym by podkreślało błędy (czy też słowa brakujące w słowniku). Pozostaje oczywiście kwestia słownika, który już dla jednego języka zajmuje sporo miejsca. Muszę jednak przyznać, że pisząc w telefonie na ekranowej klawiaturze popełniam mniej błędów.

Co zatem wybrać? Dziś dla mnie Writer (com.xeasec.writer), ale PureWriter pozostaje też zainstalowany. Przy czym, jak w końcu ogarnę jakąś chmurę, to pewnie pozostanie tylko ten drugi.